Jak wariaci cieszymy się z pierwszych słów naszych dzieci. Z niecierpliwością czekamy na moment, w którym pociecha powie nam czego potrzebuje. Skończą się czasy rozpracowywania różnych odmian płaczu i będzie jasne kiedy pora na „am-am” a kiedy na „ka-ka”. Dziecko odkrywa na czym polega magia słowa, dotychczas zarezerwowana tylko dla dorosłych. Zdobywa władzę nad otoczeniem – dzięki mowie rodzice robią i dają to, czego pragnie dziecko. Rozpoczyna się gorący okres nauki słownika. A potem pojawiają się pierwsze pytania… „Co to?”. „Jak to?”. I król pytań „Dlaczego?”. Poniżej przeczytacie dlaczego przedszkolne dzieci zadają pytania i dlaczego w kółko je powtarzają. I czy to aby na pewno dobrze…

437 pytań

znaki zapytania

Jak donosi Politechnika Opolska przedszkolak zadaje średnio 437 pytań dziennie. Nawet jeżeli ta statystyka jest przesadzona to wiemy, że pytań jest wiele. Bardzo wiele. Czasem – nieskończenie wiele. Co więcej, pytania często się powtarzają. Być może dla dziecka jedna odpowiedź ze strony dorosłego to podejrzanie mało? Przecież stan wiedzy na świecie mógł ulec nagłej aktualizacji i odpowiedź na pytanie „A kiedy będzie jutro?” nie jest już taka sama jak przed chwilą… Więc warto się upewnić… Rodzice tracą cierpliwość, bo przecież są lepsze rzeczy do roboty niż bawienie się w zdartą płytę. Podejrzewają u dziecka problemy ze słuchem („a ty głuchy jesteś?”) albo z pamięcią („masz dziury w głowie?”). Tymczasem zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci pytania są niezwykle ważnym elementem rozwoju.  

Co jest ważniejsze – co mówi czy jak mówi dziecko?

Młoda nabyła cudowny dar mowy kiedy miała nieco ponad rok. Gaworzenie stopniowo zmieniło się w celowe nazywanie przedmiotów i osób. Rozwój mowy lawinowo przyspieszył, jak tylko wystartowała w świat na własnych nogach. Możliwość samodzielnego dotarcia do interesującego ją miejsca sprawił, że od razu chciała poznać wszystkie nazwy z nim związane. „A co to?” padało na każdym kroku. Zbudowała sobie słownik, dorzuciła podsłuchaną od dorosłych gramatykę i zabrała się za budowanie zdań. Z lepszym lub gorszym skutkiem informowała otoczenie o swoich potrzebach. Od tej chwili zdarza mi się z błogością wspominać ciche czasy niemowlęctwa.

Moja obserwacja jest taka, żeby na początku przygody z mówieniem nie przesadzić z poprawianiem błędów językowych. Warto skupić się na pielęgnowaniu chęci do mówienia. Okazać zainteresowanie tym, co mówi dziecko a w dalszej kolejności – tym jak mówi. Młoda przez jakiś czas tworzyła własne odmiany słów i mówiła np. „skakamy” (od biegamy) zamiast „skaczemy”. Ale przecież wiedziałam o co jej chodzi. Zamiast od razu ją poprawiać, poskakałam z nią. Pokazałam, że dzięki mowie może skutecznie osiągnąć swoje cele. Potem, już na luzie, podrzucałam jej prawidłową formę słów (i dalej to robię). Taka kolejność na razie działa u nas dobrze a Młoda chętnie i swobodnie wyraża swoje potrzeby i opinie.

Dzieci zadają pytania…

…bo muszą. Pytają, aby poznać i zrozumieć otaczający je świat. Dziecko dopiero co otrzymało nowe funkcje – mówienia i myślenia. Jako niemowlę poznawało najbliższe otoczenie zmysłami – dotykiem, słuchem, smakiem, wzrokiem czy węchem. Potem okazało się, że może używać magicznego narzędzia osiągania celów, jakim jest mowa. Dziecko mówi coś do rodziców a Ci odpowiadają, uśmiechają się lub podają zabawkę. To dopiero władza!

Dziecko odkrywa też, że potrafi myśleć. I że w jego głowie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Do czasów szkolnych będzie szukać informacji u najbliższych mu dorosłych. Ten głód wiedzy przypomina głód fizyczny – dziecko ma palącą potrzebę zapełnienia pustki we własnej głowie. Tu i teraz! Natychmiast!  Nie jest to jednak nauka w dorosłym rozumieniu tego słowa. Dziecko zdobywa wiedzę według własnego uznania. Przeskakuje z tematu na temat a potem przez trzy dni pyta o to samo. Zapamiętuje informacje wybiórczo. Tworzy własne teorie, które potem będziemy prostować.

Nam pozostaje przygotować się na kilka lat intensywnego „dlaczegowania”. Osobiście traktuję ten okres jako sposób utrzymania sprawności umysłu na stare lata. Przecież trzeba poważnie traktować prewencję takich chorób jak demencja czy Alzheimer – ciągle uczyć się nowych rzeczy, ćwiczyć pamięć, czytać, itd. Albo po prostu ciągle mieć przy sobie jakiegoś pytającego przedszkolaka.

Niezwykłe moce rodziców

superbohater

Dla dziecka to, że znacie odpowiedzi na jego pytania jest niczym supermoc. Przecież każdy przedmiot na świecie ma swoją nazwę a rodzice to wszystko wiedzą! Dzięki temu jesteśmy dla dzieci tak silnymi autorytetami (później im to przechodzi niestety 😉). Dziecko jest szczerze zdziwione kiedy nie znamy odpowiedzi na jakieś pytanie. Młoda zaskoczyła mnie kiedyś pytaniem „dlaczego księżyc czasami widać w dzień?”. Nie wiedziałam, a ona nie chciała w to uwierzyć. Musiałam przeszukać sieć żeby znaleźć odpowiedź (już wiem, że to połączenie czystego nieba i fazy księżyca). O tym, jak wybrnąć z takiej niewiedzy napiszę później.

Rodzic jest przewodnikiem w trudnym świecie języka. Bo kto to widział, aby różnie wyglądające przedmioty nazywały się tak samo? Młoda patrzyła ze szczerym niedowierzaniem, gdy dowiedziała się, że krówki to cukierki… Równie ciężko było jej ogarnąć kwestię gatunków (np. zwierząt). Bo jak to jest, że na początku ptaki są po prostu ptakami a później zamieniają się w gołębie i mewy? Na rodzicielskich barkach spoczywa odpowiedzialność za rozwój mowy dzieci. Kiedy kończy się nam cierpliwość, bo pociecha ciągle popełnia błędy albo czegoś nie rozumie, pomyślmy z jakim arcytrudnym zadaniem się zmierza. I wytłumaczmy zawiłości języka raz jeszcze. Po to mamy supermoce, prawda?

„Nie o to mi chodziło”

Kiedy dzieci zadają pytania „dlaczego?” to chciałyby dowiedzieć się wszystkiego o danym przedmiocie czy zjawisku. Pytanie „dlaczego w nocy nie ma słońca?” może oznaczać też: gdzie chowa się słońce w nocy, po co nam księżyc skoro i tak jest ciemno, dlaczego w nocy trzeba spać, dlaczego nie widzimy w ciemności, itd. Dziecko nie potrafi jeszcze precyzyjnie nazywać swoich wątpliwości. Jest to jedna z przyczyn powtarzania tego samego pytania wiele razy. Dopóki nie odpowiemy na wszystkie „ukryte” pytania nie skończymy rozmowy.

Dziecko może stosować też mało konkretne pytania typu „a czemu to tak?”, „a dlaczego to tu?”. I niestety będzie się złościć, kiedy nie zrozumiemy o co mu chodzi. Są to resztki niemowlęcego wyobrażenia o tym, że rodzice są wszechmocni i czytają w myślach. Przecież kiedyś wystarczyło zakwilić a oni od razu zjawiali się z rozrywką albo jedzeniem. A teraz dziecko chce im powiedzieć coś w rodzaju „szanowni rodzice, proszę o wyjaśnienie dlaczego ptaki tak swobodnie i lekko unoszą się na niebie” a rodzice patrzą tylko z głupią miną bo słyszą jedynie „czemu ptak nie bam?”. Pozostaje nam jedynie cierpliwie dopytywać i odpowiadać na różne sposoby, tak aby zaspokoić ciekawość dziecka.

Dlaczego dzieci ciągle zadają te same pytania?

wrzechświat

Dzień świstaka. Tak się czuję, kiedy Młoda uruchamia serię tych samych pytań. Biorę głęboki oddech i odpowiadam. Pamiętam, że powtarzanie tego samego pytania pozwala kilkulatkowi faktycznie usłyszeć odpowiedź, zrozumieć ją i zapamiętać. Dziecko intensywnie ćwiczy swoją pamięć, która zaraz przyda mu się w przedszkolu i szkole. Jednak jego pamięć nie jest tak uporządkowana jak nasza. Czasami zadziała po pierwszym razie a czasami po dwunastym. Często po dłuższym czasie dziecko zaskakuje nas tym, ile zapamiętało. Zdarza się też, że kawałki wiedzy ulegną wymieszaniu i pociecha będzie chciała jechać do Nibylandii oglądać kangury.

Może być i tak, że dziecku coś nie pasuje w odpowiedzi, ale nie bardzo potrafi nazwać to „coś”. Musi więc kolejny i kolejny raz usłyszeć odpowiedź, aby sformułować wątpliwość albo zaakceptować wyjaśnienie. To trochę tak jak my w szkole czytaliśmy po pięć razy ten sam akapit z podręcznika, aż coś się zaświeciło w głowie i można było przejść dalej. Oprócz powodów pamięciowych powtarzanie pytań ma jeszcze jedną, bardzo ważną funkcję. Uspokaja dziecko. Jego perspektywa jest mniej więcej taka: „skoro rodzice udzielają tej samej odpowiedzi na moje pytanie to znaczy, że są na świecie rzeczy niezmienne. Oznacza to, że świat jest stały i bezpieczny a ja mogę się w nim odnaleźć. Ufff”.

Podsumowanie

Dziecięce pytania są niezbędnym etapem rozwoju. Budują słownik, rozwijają ciekawość świata, dają poczucie bezpieczeństwa, a przy okazji są kolejnym krokiem w tworzeniu relacji z rodzicami. Kiedy znowu będziemy mieli dość pytań „mamooo, tatooo, a dlaczego…?” pomyślmy, że jest to piękny przejaw zaufania do nas. Tak jak za niemowlaka mogliśmy cieszyć się z (względnej) ciszy, tak teraz nacieszmy się pytaniami. Bo jak dziecko pójdzie do szkoły to jego ochota do rozmawiania z rodzicami może znacząco zmaleć…

Zapraszam do przeczytania dalszej części materiału o pytaniach: Dziecięce pytania – jak sobie z nimi poradzić?