Z moich obserwacji wynika, że rodzice zaskakująco rzadko interesują się powodami zachowania ich dzieci. Kiedy dziecko zachowuje się „dobrze” to z aprobatą kiwają głową i traktują to jako oczywistość. A kiedy zachowuje się „źle” przechodzą od razu do strofowania i wymierzania kary. Ale czy kara będzie skuteczna jeśli dziecko nie rozumie dlaczego nie można malować po ścianach albo niszczyć zabawek? W moim odczuciu – nie. O wiele trwalsze efekty przynosi wyjaśnienie dziecku zasad postępowania i naszych oczekiwań. Jeżeli przy okazji weźmiemy pod uwagę potrzeby dziecka to mamy receptę na udaną współpracę. I wiem, że myślenie o kompromisie z kilkulatkiem może być nieco szalone. Ale u nas świetnie się sprawdza. Zastanówmy się więc, dlaczego myślenie o powodach zachowania dziecka jest ważne.

Dlaczegobądź

„Dlaczego?” to niezwykle ważne pytanie w życiu człowieka. Jedno z pierwszych, jakie zadaje w swoim życiu (o czym poczytasz tu: Dlaczego dzieci zadają pytania?). Ludzie ciągle pytają „dlaczego?”:

Dlaczego…

…mnie to spotkało?

…ludzie są tacy a nie inni?

…jak jadę nad morze to zawsze pada deszcz?

…Marian już mnie nie kocha?

Tylko część tych pytań ma na celu uzyskanie odpowiedzi. Niektóre z nich to niewiele wnosząca retoryka („Ach, dlaczego nie urodziłam się w rodzinie królewskiej?”). Część – to szczere dociekanie powodów. Ale chyba większość – to akt oskarżenia wobec kogoś.

Rodzic śledczy

Pytanie „Dlaczego to zrobiłeś?” bardzo często niesie za sobą założenie o winie. To przecież atrybut sądów, żeby ustalić powody zbrodni. Wina została już stwierdzona, a motywacja przestępcy może być okolicznością łagodzącą lub dodatkowo obciążającą. Z tego powodu pytając nasze dziecko „dlaczego, to zrobiłeś?”, przy okazji jakiegoś występku, trzeba zwrócić uwagę na naszego wewnętrznego sędziego. Czy naprawdę chcemy się dowiedzieć, jakie motywy kierowały dzieckiem? Czy wydaliśmy już wyrok i chodzi nam tylko o ukaranie winnego?

„Dlaczego to zrobiłeś?” – dwie odsłony tego samego pytania

Scenariusz #1 Happy end

pejzaż na ścianie

Co dzieje się z nami, gdy odkrywamy, że dziecko porwało książkę w strzępy lub namalowało pejzaż na ścianie? Czy potrafimy poradzić sobie ze złością? Opanować na tyle, żeby przyjąć do wiadomości, że to już się stało? Brak kontroli własnych emocji kończy się często wyładowaniem złości na dziecku. Być może ze strachu nie powtórzy ono zabawy w domowego malarza. Ale chyba lepiej żeby zrozumiało, że ściany we wspólnym domu powinny pozostać czyste…?

W takiej sytuacji pytanie „dlaczego to zrobiłeś?” może być bardzo przydatne. Wspólnie z dzieckiem rozmawiamy o przyczynach postępowania. Zazwyczaj okazuje się, że dziecko miało swoje powody, dla których zachowało się, według nas, nieprawidłowo. Chciało na przykład stworzyć olbrzymie dzieło, a zwykła kartka była do tego za mała. Znając motywację dziecka możemy znaleźć inne sposoby na zaspokojenie jego potrzeb (np. damy mu wielki karton do rysowania). W wariancie optymistycznym, po spokojnej rozmowie (czasem – kilku rozmowach), dziecko w celu realizacji artystycznych aspiracji wybierze papier a nie ścianę. W tym przypadku pytanie „dlaczego?” zdaje egzamin na piątkę.

Scenariusz #2 Meksykańska masakra piłą mechaniczną

krzyk

W wariancie pesymistycznym, emocje nas zalewają i atakujemy dziecko wściekłym „dlaczego to zrobiłeś?!”. To „pytanie”, zazwyczaj wykrzyczane ze złością, ma na celu wywołanie wyrzutów sumienia u dziecka. Tak naprawdę nie interesują nas przyczyny, dla których dziecko pomalowało ściany. Nie chcemy ich słuchać, chcemy tylko wyrzucić z siebie emocje. Wiele razy widziałam, jak pierwszą reakcją dorosłego, na dziecko które coś przeskrobało było właśnie dociekanie „dlaczego…?” albo „coś ty najlepszego narobił?”. Nawet, jeśli dziecko zrobi coś przez przypadek np. strąci słoik w sklepie.

Kiedy dziecko zaczyna się tłumaczyć to docinamy: „Ty słyszysz sam siebie?” albo „To żaden powód, aby niszczyć ściany”. Od razu zakładamy, że żadne motywy nie usprawiedliwią tak podłego występku. „Pytamy” tylko po to, aby dziecko samo zrozumiało, że źle zrobiło. Czyli oczekujemy dojrzałości sumienia na poziomie dorosłej osoby (a pamiętajmy, że niektórzy dorośli nigdy nie dochodzą do takiej samokrytyki). Pytanie „dlaczego” staje się narzędziem do ukarania dziecka. Im częściej stosowane w takim wydaniu, tym mniejsza szansa, że w przyszłości będziemy potrafili swobodnie rozmawiać o powodach zachowania dziecka.

Samo zło

Chyba najgorszą opcją jest zadawanie przez rodziców pytania „dlaczego to zrobiłeś?” wyłącznie w kontekście „złych” wydarzeń. Ręka do góry, kto pyta swoje dziecko „dlaczego podzieliłeś się czekoladą z kolegami?” albo „dlaczego posprzątałaś po sobie zabawki?”. Brzmi podejrzanie, prawda? Aprobowane przez nas zachowania traktujemy jako oczywistość. Jakby rozmawianie o ich powodach miało wzbudzić wątpliwości w dziecku – czy aby na pewno dobrze zrobiłem? A przecież motywy tego, że dziecko było uczynne albo zachowało się po koleżeńsku to też ciekawy temat do rozmowy.

Nie dążę do tego, aby omawiać każde zachowanie dziecka i pytać dlaczego zachowało się tak a nie inaczej. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że powody, dla których dziecko zachowuje się „grzecznie” są równie interesujące (jak nie bardziej) od tych, które nim kierują kiedy zachowuje się „niegrzecznie”.

Dlaczego warto poznać powody zachowania dziecka?

Zastanówmy się, co może odpowiedzieć dziecko zapytane o powody swojego zachowania? Dlaczego warto o nie pytać? Jak możemy wykorzystać ich znajomość, żeby lepiej współpracować z dzieckiem?

Opcja #1 Dziecko podaje powody swojego zachowania

W idealnym świecie pytamy o motywację dziecka a ono podaje nam w miarę sensowny powód. Pomalowało ścianę ponieważ:

  • skończył mu się papier,
  • uważa, że kolorowa ściana jest ładniejsza,
  • chciało sprawdzić, jak rysuje się po chropowatej ścianie,
  • kredki zmieniają kolor w połączeniu z barwą ściany i to jest fajne,
  • itd.

Z perspektywy dziecka te powody są naprawdę ważne. W momencie kiedy sięgało po kredki i zmierzało w kierunku ściany to one sterowały jego zachowaniem. Nie złośliwość czy chęć zniszczenia mieszkania. Jeśli rodzice zaczynają krzyczeć i mieć pretensje, to dziecko najczęściej zaczyna płakać albo się złościć.

Rodzice mogą pomyśleć, że dziecko płacze bo czuje się winne. Częściej jednak jest po prostu zawiedzione ich reakcją. Jest rozczarowane tym, że najbliższe mu osoby go nie rozumieją. A przecież tak się napracowało nad tym pięknym malunkiem! Kilkulatek zazwyczaj spodziewa się od rodziców, że ci będą równie zachwyceni jego działaniem, jak on sam. Weźmy to pod uwagę, kiedy następnym razem nasz pociecha wywinie nam jakiś destrukcyjny numer.

Pomost potrzeb

pomost do potrzeb dziecka

Wróćmy jednak do momentu, w którym dziecko podaje nam powody swojego zachowania. Co nam to daje? Dzięki ich znajomości poznajemy potrzeby naszego dziecka. Dowiadujemy się też, co jest dla niego ważne. Przy okazji możemy mu powiedzieć, co jest ważne dla nas. I na końcu wspólnie znaleźć kompromis. Wystarczy do tego kilka kroków:

  1. Opanuj emocje – rozmawianie o kompromisach nie jest możliwe, kiedy jedna albo druga strona są w silnych emocjach. Krzyczący rodzic nie dogada się z płaczącym dzieckiem. W takich okolicznościach nikt nikogo nie słucha. O technikach radzenia sobie z emocjami na pewno napiszę później. Niemniej przed przejściem do drugiego kroku uspokój atmosferę i weź głęboki oddech.
  2. Zbuduj pomost – warto na początku powiedzieć dziecku coś wspierającego. Coś co sprawi, że znajdziemy się po jego stronie barykady. Wystarczy krótkie „rozumiem, że to było dla ciebie bardzo ważne. Chciałeś, żeby ściana pięknie wyglądała”. To sprawia, że dziecko czuje się rozumiane i buduje pomost do dalszej rozmowy.
  3. Wysłuchaj dziecka – daj przestrzeń dziecku, do tego, żeby spokojnie opowiedziało o powodach swojego zachowania. Nawet jeśli według ciebie są niedorzeczne. Po prostu uważnie wysłuchaj – nie oceniaj i nie krytykuj.
  4. Opisz swoją perspektywę – z punktu widzenia rodzica musimy zadbać o to, żeby w przyszłości ściany pozostały czyste (przynajmniej na tyle, na ile pozwala obecność małego dziecka w domu). Przedstawiamy więc swoją perspektywę np. „bardzo mi zależy żeby ściany w domu były białe. Nie mogę pozwolić na malowanie ich kredkami”. Narzucając dziecku gołe zakazy typu „nie wolno malować po ścianach” sami utrudniamy sobie zadanie. Pokażmy dziecku, że zakazy i nakazy mają swoje powody. Dzięki temu prędzej czy później zrozumie zasadę, a nie tylko biernie ją zapamięta.
  5. Znajdźcie rozwiązanie – po wyrażeniu potrzeb dziecka i rodzica pozostaje znalezienie kompromisu. Możecie zatem poszukać wspólnych rozwiązań, korzystnych dla obu stron. Warto zadbać o to, żeby zarówno rodzic, jak i dziecko opowiedzieli o swoich pomysłach. Można umówić się na oprawienie papierowych dzieł i wieszanie ich na ścianie. Albo na malowanie po wielkich arkuszach papieru do pakowania. Sprawdza się także rysowanie kredą po boisku albo w domu po tablicy, itd. Cokolwiek postanowicie, ważne jest, aby zaspokoić potrzebę dziecka w sposób, który będzie akceptowany i przez nie i przez rodzica.

Nasze malowanie ścian

U nas malowanie ścian miało miejsce jakieś dwa razy. Za pierwszym razem nie uzyskałam odpowiedzi na pytanie „dlaczego”. Młoda chyba była jeszcze na to za mała i odpowiedziała „nie wiem”. Ja nie naciskałam – bo widziałam po mowie ciała, że było jej przykro. Wtedy na dłuższy czas podziałało wspólne czyszczenie ścian. Atrakcja średnia dla dwulatka, więc mieliśmy chwilę spokoju. Za drugim razem powód był prozaiczny – zabrakło kartek do malowania, więc Młoda przeniosła się na ścianę. Od tej pory zawsze w wyznaczonym miejscu czeka na nią stos czystych kartek, a ja mam żywotny interes w pilnowaniu ich stanu magazynowego.

Opcja #2 Dziecko mówi „nie wiem”

Dziecko w wieku przedszkolnym (a czasami starsze) zapytane o powody swojego zachowania, może po prostu powiedzieć „nie wiem”. I bardzo często jest to zgodne z prawdą. Małe dzieci działają na zasadzie impulsu, co oznacza, że ręka bywa szybsza od myśli. Pojawia się pomysł i… to właściwie tyle. Dziecko nie rozważa plusów, minusów i konsekwencji rwania książek na kawałki. Może po prostu nie wiedzieć, dlaczego zachowało się tak, a nie inaczej. Im mniejsze dziecko, tym częściej nie będzie rozumiało przyczyn swojego zachowania. Ta myśl, może pomóc nam się uspokoić kiedy ponoszą emocje.

Jako rodzice możemy także podsunąć dziecku opcje, z których być może wybierze tę najbliższą jego odczuciom. Możemy zapytać „czy jak rwałeś kartki książki to chciałeś sprawdzić, jaki odgłos wydają?” albo „chciałeś poczuć, jak to jest rwać papier?”. To zawsze jakiś początek do rozmowy – dziecko może zaprzeczyć albo potwierdzić. Jeśli uda się ustalić powód zachowania dziecka to możemy zastosować opisany wyżej pomost potrzeb. Jeśli nie – to świetnie sprawdzą się naturalne konsekwencje (ale to temat na przyszły post).

trzy małpki

„Nie wiem” jako obrona dziecka przed karą

Może być też tak, że odpowiedź „nie wiem” to próba obrony dziecka. Dziecko nie chce podać przyczyn zachowania, bo wie, że zrobiło źle i boi się kary. To czasem irytuje rodzica, który drąży temat i próbuje różnymi technikami śledczymi wyrwać odpowiedź na pytanie „dlaczego to zrobiłeś?”. Ale odpowiedź jest mu potrzebna tylko do tego, żeby potępić powody i wymierzyć karę.

Czy w takim razie warto naciskać na dziecko żeby się tłumaczyło? Kiedy zapiera się nogami i rękami przed rozmową – raczej nie. W takich sytuacjach pytanie „dlaczego” staje się narzędziem tortur. Im bardziej naciskamy, tym dziecko coraz bardziej broni się przed odpowiedzią. Przecież nawet bez znajomości powodów zachowania dziecka, rodzic może wyrazić swoją opinię na jego temat. Jest spora szansa na to, że dziecko, które wie, że postąpiło źle i wstydzi się powodów, które nim kierowały nie podąży za nimi w przyszłości.

Dlaczego powody zachowania dziecka są ważne?

Ustalenie przyczyn zachowania dziecka ma jeszcze jedną ważną funkcję. Ma znaczenie dla jego oceny. Czym innym jest podarcie książki, gdy dziecko chce sobie zrobić puzzle i jeszcze nie wie, że są na to lepsze sposoby. A czym innym podarcie jej w złości, bo dostało zakaz zjedzenia słodyczy. W pierwszym przypadku sprawdzi się opisana wyżej metoda pomostu potrzeb. W drugim – powody zachowania są raczej jasne. Można je więc skomentować („podarłeś książkę, bo zezłościłeś się, że nie możesz zjeść czekolady?”) i skupić się na rozmowie o radzeniu sobie z trudnymi emocjami.

Podsumowanie

Warto pamiętać, że dziecko może nie chcieć wyjawić nam powodów swojego zachowania lub może ich po prostu nie znać. Małe dziecko często gubi się w przyczynach, bo nie jest w stanie wrócić do impulsu, który nim pokierował. Taki berbeć wywinie nam wiele numerów typu rwanie książek. I jego powodem naprawdę może być fajny odgłos rwanych kartek. Ale równie dobrze można rwać na kawałki stare gazetki reklamowe, prawda?

Im starsze dziecko, tym łatwiej rozmawia nam się o powodach zachowania. Chyba, że boi się braku zrozumienia i kary – wtedy obronnie będzie wybierało odpowiedź „nie wiem”. Ja zachęcam do rozmawiania o potrzebach i rodzica i dziecka. Pewnie nie zawsze, ale można znaleźć wspólne rozwiązania. Nawet z kilkulatkiem.

Zapraszam do przeczytania wcześniejszych części materiału o pytaniach dzieci:

Dlaczego dzieci zadają pytania?

Dziecięce pytania – jak sobie z nimi poradzić?