W wychowaniu staram się być rodzicem „akurat”. Nie za bardzo opiekuńczym. Nie za bardzo rygorystycznym. Czułym i zdecydowanym. Dającym swobodę i wymagającym. Słuchającym i słuchanym. Nie zawsze mi to wychodzi. Ale widzę, że im więcej wysiłku wkładam w lepsze rozumienie mojej pociechy, tym łatwiej nam się żyje. Dlatego wypracowałam zasady wychowania, które pomagają mi w codziennej, rodzicielskiej przygodzie. To moje znaki drogowe, które na razie świetnie się sprawdzają.

znak drogowy wychowania

Zasada wychowania #1 Szanuję dziecko swoje (tak jak sama chcę być szanowana)

„Dziecko ma szanować rodziców”. „Szanuj starszych”.  To słyszałam od dzieciństwa. Niestety, szybko zrozumiałam, że to hasła działające tylko w jedną stronę – na korzyść dorosłych. Dlatego uczę Młodą, że szacunek nie należy się ludziom z racji tego, ile mają lat czy ile zarabiają. Każdy musi go sam sobie wypracować, w tym ona. Jak również rodzice, którzy według mnie nie otrzymują szacunku dziecka „w pakiecie”. A jak zdobyć szacunek w oczach dziecka? Najprościej jak się da – czyli okazując go. Małemu człowiekowi trudno wytłumaczyć na czym polega respektowanie innych ludzi. Ale bardzo łatwo można mu to zademonstrować. Możesz sto razy powtarzać dziecku, żeby nie podnosiło na ciebie głosu. Ale jak sam krzyczysz na innych – nic nie wskórasz. Oczekujesz, że dziecko będzie ciebie słuchało, ale nie masz cierpliwości wysłuchać co ono ma do powiedzenia? Nie tędy droga… Szacunek musi działać w dwie strony (co nie kłóci się z tym, że rodzice i dzieci mogą mieć różne pozycje w rodzinie).

Zasada wychowania #2 Empatię stosuję w ilościach hurtowych

skaczące po kałuży dziecko

Masz dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat. Zarabiasz, płacisz rachunki, oszczędzasz na wakacje, pijesz lampkę szampana na koniec roku i zaczynasz od nowa. Jak dawno zapomniałeś, że w tym czasie dużo fajniej byłoby skakać boso po kałużach albo bawić się w berka? Jako rodzice mamy niepowtarzalną okazję do spróbowania tego wszystkiego kolejny raz. Staram się więc jak najlepiej poznać świat Młodej aby dowiedzieć się, co jest dla niej ważne. Dzięki temu rozumiem, że dla niej pęknięty balon jest problemem na miarę krachu światowej giełdy. Mogę przeżywać z nią balonikową histerię, bez irytacji i zniecierpliwienia. Emocji dziecka nie ma co mierzyć miarą dorosłego. Przecież my, rodzice, byliśmy już dziećmi, więc przy odrobinie wysiłku damy radę okazać empatię. Dziecko zaś nie było jeszcze dorosłym (pomijam tu teorię reinkarnacji 😉) dlatego tak trudno mu zrozumieć nasze priorytety (jak np. naszą złość, kiedy musimy szybko wyjść z domu, a pociecha zaczyna grę w chowanego).

Zasada wychowania #3 Doceniam osiągnięcia dziecka

Dziecko wcale nie potrzebuje zapewnień, że wszystko wychodzi mu najlepiej, a do tego jest najpiękniejsze, najgrzeczniejsze i w ogóle naj. Przecież nie jest to prawdą teraz i nie będzie nią w przyszłości. Dziecko potrzebuje, aby je zauważyć i docenić jego talenty. Założenie ubrania bez pomocy, zjechanie z wysokiej zjeżdżalni czy pierwszy metr przejechany na hulajnodze – to sukcesy na miarę 2-3 latka. Ważne dla niego tak samo, jak dla nas zdanie egzaminu czy awans w pracy. Chodzi przecież o satysfakcję z nauczenia się czegoś nowego. O przełamanie lęku i obaw. O poczucie, że coś dobrze mi wychodzi. Staram się więc świętować każde nowe osiągnięcie Młodej. I mam tu na myśli raczej gesty, a nie imprezę z fajerwerkami. Wystarczy, że zauważę, że zrobiła coś samodzielnie, szczególnie coś co wcześniej sprawiało jej trudność. Po raz pierwszy sama założyła skarpetki? Piątka! Nie wyszło jej z ubieraniem bluzki? Doceniam, że spróbowała i nie poddała się za pierwszym razem. Zauważanie drobnych sukcesów procentuje. I z pewnością utrwala umiejętności.

Zasada wychowania #4 Uczę dziecko, jak być z siebie dumnym

Jestem dumna z osiągnięć mojego dziecka. I z taką samą siłą chcę, aby moje dziecko było dumne z siebie. Dlatego jakiś czas temu zadałam sobie dwa ważne pytania:

  1. Czy moje dziecko ma osiągać sukcesy dla mnie czy dla siebie?
  2. Co ma je napędzać do działania – motywacja z wewnątrz czy presja otoczenia?

Jest znacząca różnica pomiędzy słowami „Jestem z ciebie dumna” a „Możesz być z siebie dumna”. Czujesz jaka…? W pierwszych latach życia utrwala się sposób potwierdzania własnej wartości. W efekcie wielu dorosłych jest uzależnionych od potwierdzania jej z zewnątrz – przez bliskich, nauczycieli, przełożonych. Nasza kultura piętnuje samozadowolenie. I właśnie dlatego wychowując Młodą podkreślam, że to ona jest autorem swoich sukcesów i jak najczęściej mówię „Poradziłaś sobie!”. Chcę aby wiedziała, że sukcesy i porażki w głównej mierze zależą od niej samej. Jednocześnie nie pozbawiam jej mojej aprobaty. Docenienie przez rodzica jest potrzebne tu i teraz, a poczucie własnej wartości to zdobycz na przyszłe lata.

Zasada wychowania #5 Podążam za rozwojem dziecka

Dziecko w każdym wieku ma inne potrzeby. Noworodki trzeba we wszystkim wyręczać. Potem rosną i uczą się samodzielności – podnoszą główkę, obracają się na bok, trafiają łyżeczką do buzi, robią pierwszy krok. Jako rodzice musimy nadążać za tymi zmianami. I się do nich dopasowywać. Szybciej jest wyręczyć dziecko w karmieniu, prawda? Przecież tyle radości jest w jedzeniowych zabawach: „leci, leci samolocik…” lub „za mamusię”, „za tatusia” i jeszcze „za kuzyna Andrzejka, którego nie znasz, ale też na pewno lubi brukselkę”. Niestety – im więcej potrafią nasze dzieci, tym jesteśmy im mniej potrzebni. Coraz bardziej liczy się nasza obecność, a mniej bezpośrednia pomoc. Staram się więc poznać możliwości dziecka i dopasować do nich reakcję. I mam tu na myśli reakcję wspierającą samodzielność. Kiedyś zobaczyłam, jak w przedszkolu niespełna trzyletnia Młoda sama odnosi szklany talerz po obiedzie. Byłam przerażona i w wyobraźni widziałam jego odłamki na podłodze. Skąd miałam wiedzieć, że ona tak potrafi? W efekcie od tej pory sama wyciąga „dorosłe” naczynia z domowych szafek. I fakt, czasami coś stłucze. Ale, o dziwo, robi to rzadziej niż ja.

Zasada wychowania #6 Daję wybór i swobodę

skarpetki dziecięce

Rodzice chcą, aby ich dzieci dokonywały w życiu dobrych wyborów. Co zazwyczaj oznacza, że mają to być wybory dobre według rodziców 😉 Ja chciałabym, żeby Młoda wiedziała jak rozpoznać co jest dla niej dobre i jak przewidzieć konsekwencje różnych decyzji. Ale żeby pociecha nauczyła się jak wybrać ścieżkę zawodową czy partnera życiowego trzeba zacząć od małych kroków. Na początku pomyślmy, jaki jest bezpieczny obszar, w którym możemy dać dziecku nieco swobody? Nie będzie to raczej decydowanie o sposobie żywienia ani kwestia utrzymania higieny. Weźmy coś mniejszego. Dla przedszkolaka może być to np. wybór garderoby. Zachęcam Młodą żeby sama wybierała sobie ubranie. Nic do siebie nie pasuje? Kolory biją po oczach? I co mi do tego? Opowiadam jej jak dobrać ubranie do pogody i tłumaczę, że skarpetki zazwyczaj zakłada się parami. A jak będzie chciała wyjść w dwóch różnych skarpetach – droga wolna. Co zaś robię jak Młoda chce wyjść na śnieg w sandałach? Na to się nie zgadzam bo… patrz punkt 7.

Zasada wychowania #7 Wymagam i stawiam granice

Naszym zadaniem jest zapewnić dziecku opiekę i bezpieczeństwo. Można na to patrzeć jak na przykry obowiązek albo satysfakcjonujący przywilej. Rodzice pilnują zdrowia i życia dziecka a do tego przekazują mu umiejętności radzenia sobie w życiu. A ono stawia miliony wymagań. Dlatego warto od najmłodszych lat wyznaczać granice zachowania. Dzięki temu przyzwyczajamy dziecko do tego, co spotka je w przyszłości. Każdy rodzic stawia dziecku granice: tego nie wolno, tamtego nie ruszaj, tak nie mów, nie bij, nie ciągnij, nie krzycz… I wymagania z drugiej strony – pośpiesz się, zjedz to, wstań, usiądź, posprzątaj, itd. Życie dziecka jest pełne nakazów i zakazów. Ja staram się dodać do nich wyjaśnienie – dlaczego czegoś nie wolno a coś inne należy robić. Uważam, że jest to fair. Chcę żeby Młoda wiedziała, dlaczego ważne jest aby być o czasie w przedszkolu, dlaczego bieganie po sklepie jest niebezpieczne a przepraszanie mile widziane. Wymagania są ważne, ale ich zrozumienie jest jeszcze ważniejsze.

Zasada wychowania #8 Pracuję nad sobą

W wychowaniu więcej wymagam od siebie, niż od dziecka. Dlaczego? Ponieważ dziecko dopiero uczy się umiejętności, które rodzice powinni już dawno mieć „w małym paluszku”. Panowanie nad emocjami, zarządzanie czasem, systematyczność – moje dorosłe osiągnięcia zostały wystawione na ciężką próbę kiedy pojawiła się Młoda (a co będzie z dwójką?). Najwięcej korzyści przyniosło nam otwarte rozmawianie o emocjach, akceptowanie nawet najtrudniejszych uczuć, przyznawanie się do błędów, wyjaśnianie oczekiwań czy pozwolenie na robienie niektórych rzeczy „po swojemu”. To nasze zdobycze. Dlatego z pokorą przyjmuję fakt, że jeżeli chcę czegoś nauczyć dzieciaki to sama muszę to stosować. Poszukuję też wiedzy, która nam pomoże sprawniej pokonywać trudności. Wierzę w rodzicielską intuicję, ale też czytam, pytam i testuję (o różnych technikach wychowania poczytacie tu: Techniki wychowania – jak wybrać właściwą).

Podsumowanie

zielone światło dla wychowania

Zasady wychowania, którymi się kieruję, pomagają nam budować fajną i bliską relację. Są dla nas skuteczne. Czy w 100%? Jasne, że nie. Młoda czasami wpada w histerię, ucieka, niszczy, krzyczy i bije. Czyli zajmuje się tymi samymi rzeczami co każdy trzylatek. Ale robi to rzadko i da się z nią o tych akcjach porozmawiać. Czy ja zawsze stosuję własne zasady? Nie, bo daleko mi do ideału. Jednak uważam, że warto mieć świadomość zasad, którymi się kierujemy w wychowaniu. Nie po to, żeby nas ograniczały, ale po to, aby wskazywały kierunek pracy z dzieckiem. I nawet jak pobłądzimy to znaki drogowe pomogą nam wrócić na właściwe tory.

Nasze zasady wychowania mają też „ciemną stronę”. Młoda dzięki nim jest niezwykle czujna. Wyłapie każdą moją niekonsekwencję i nie omieszka jej wytknąć. Kiedy w emocjach podniosę głos to usłyszę, że nie wolno krzyczeć na innych. A jak w odruchu serca pomogę jej przy ubieraniu się (bez zapytania czy chce pomocy) to mogę spodziewać się histerii z piekła rodem, bo ona „dziś robi to sama”. Bywa to męczące. Ale z pewnością daje ogromną satysfakcję.